Wena nieutracona

Wena nieutracona.

W takie piekne, choc juz ciut mroczne, listopadowe wieczory, czasem jesienne zadumy, 

melancholie i krucze skrzydła okrywają  nam ramiona. Uzbierane latem drobiny piasku w koszu z brudnymi 

ciuchami i muszelki światła zdają się szarzec. Przymykać swoje wycałowane oceanem i musxelkami słońc powieki. SOS “depression” – wysłane. Jeszcze nie mayday, ale pójście dalej niz na druga strone lustra moze okazac sie byc defragmentaryzujące a na pewno przedwczesne. I wtedy zjawia się ONA. Jesienna Wenus. W moich zapiskach wiadomości z przekory lub z nieznanych  powodów – (sprzeczny z potęgą teraźniejszości message) – “jesli przyjedziesz za pozno to Ja odjade”. Tak mijają nas często o sekundy loterie tylko wygranych losów I tzw. życiowe szanse. No i mi się trafiło. Spacer długi.  Czy niektóre rozniecone płomienie trzeba gasić łzami Twoimi, śmiechu czy szczęścia?

Odpowiedziała z wdziękiem – chłopaku, tylko ogień  miłości nie gaśnie nigdy. Spacer jest inwokacja drogi, droga wstępem do życia, życie – wspinaczka do miłości. Wtedy wylądowałem w jej ramionach jak meteoryt przygwożdżony grawitacja. Pnącza głogów i jeżyn, strug miedzianego światła, niesfornych chmur,  pióropusz wypłowiałych traw i przebłysk niepokoju o blaknące  bez powodu ( lub pomimo tego) serca. Brylanciki mgły na okularach proszą o zachwycenie się bukowymi witrażykami. Modrzewiowe zmarszczki lasu. Ukochana córka Wiosny i Lata. No i byłoby wszystko na słodko, dopóki nie ochlapał mi odzienia błotem jakiś troglodyta w Land Roverze i gdyby w ten wyjątkowy dzień wszyscy okoliczni rolnicy nie umówili się na nawożenie pól gnojowicą. I to jeszcze byłby pikuś, gdyby tej zmowy nie wykryły najliczniejsze populacje wkurwiajacych owadow. Owadów? Roje mini nietoperzy wampirów chcących mnie wpierdolić na deser. Wena daje, wena zabiera. A Wam jak się wydaje?

Opublikowane przez andrewcosmit

Zycie - najbardziej oczywista tajemnica.

Skomentuj