Powiastka trzecia

Całe to pisarzenie, pisanina, paplanina, fabuły, wyrzeźbione 

w tysiącach umysłów postacie i ich przygnębiająco nielogiczne, choć absurdalnie przewidywalne słowa i myśli … 

Cała ta czcza i żałosna gadanina nazywająca się literaturą,

księgą życia pisaną przez tysiąclecia dla dobra milionów nieznanych potomków.

Tymczasem literatura nie może się bać, odpowiadać bardziej niż opowiadać, wreszcie płynąć ze strumieniem prawdy a nie ściekami fizjologii – po prostu oczyszczać. Inaczej drodzy czytelnicy zabiera tylko coś, co macie najcenniejszego – Wasz czas, Wasze życie.

Choc slowo „Wasze”, to raczej zacheta niz komplement.

Ponoć pisarstwo wymaga cierpliwości. Tylko po co tyle jej poświęcać akurat bajaniu

o czymś, co nigdy nie będzie nawet cieniem odpowiedzi dla pytań, które nie mają siły powstać, a jeśli już, to są coraz rzadziej stawiane. 

Grono „spisujących czyny i rozmowy” maleje proporcjonalnie do liczby czytających.

Oczywiście powstało wiele książek, które są brylantami 

i perłami, wiele też takich, w których z łatwością wyławia się kryształowo lśniące zdania czy opalizujące zapomnianym pięknem sentencje. 

I nie mówię tu o literaturze rozrywkowej (z lania wody uczyniono biznes tysiąclecia temu), ale rzeczywiscie starającej się malować światło duszy i urodę istnienia literaturze, jakże trafnie nazywaną – piękną.

Dlatego do brzegu i meritum. Tam gdzie nie ma mądrości 

i filozofii, odpowiedzią może być prosty scenariusz pytań.

Co jest najważniejsze w życiu większości ludzi? Szczęście. Jako takie, jakby je nie nazwać

i miar wielu nie przykładać, i jak się da – za darmo lub dolara, za duszę, na gębę, za ułudę

a jak nie – to za pierdyliony. 

Co najważniejsze u wszystkich? Świadomy lub częściej zupełnie nieuświadomiony strach przed śmiercią, nieistnieniem, rozległą pustka, ciszą, gdzie najwybitniejsze ego nie sięga

i nie ma w niczym oparcia, gdzie kończą się słowa a rozprzestrzenia swój hymn siła przetwarzania pustego w pełne, nieistnienia w istnienie. W międzyczasie jakieś wiary, idee, zaklęcia i religie, królestwa i cesarstwa, wyryte w kamieniach słowa ulgi lub na pocieszenie papierkowe przedłużacze nieprzedłużalnego, łzy wylane tylko nad sobą (ich poziom obfitości najlepiej widać na pogrzebach i zależy on od stosunku pozostawionego przez nieboszczyka majątku do pozostawianych długów).

Żeby zobaczyć wielkość, czasem trzeba przejść przez nicość.

Jako, że to powiastki tylko “niecosoficzne”, a ja nie dorastam piętom, ba, podeszwom sandałów herosom filozofii i literatury, i mieszkając w małym pokoiku wiem, że jestem wszędzie a ego nie ma nigdzie, i że chaotyczny świat zmusza do życia pedantycznego – stawiam wyższość aforyzmu nad tworzeniem fabuły. 

Przy okazji wysnucia tej tezy, pozwolę sobie zacytować (*odnośnik w przypisach):

“Nie wejdziesz w niebo jasne

nie kołacz do tych bram

aż póki się nie staniesz

żyjącym niebem sam”

Tylko teraźniejszości nie da się oszukać.

Paradoksem jest to, że nie tylko ją oszukujemy, raczej to, że świat stał się areną wyścigów w jej oszukiwaniu.

Opublikowane przez andrewcosmit

Zycie - najbardziej oczywista tajemnica.

Dodaj komentarz